Własność ziemska była szeroko rozpowszechniona w Imperium Rzymskim. Po jego upadku jednak stare, rzymskie prawa rzadko były respektowane przez zwycięskich najeźdźców. W barbarzyńskich królestwach powstałych na gruzach cesarstwa przyjęto uważać, że cała ziemia należy do władcy, króla lub księcia. Ten zaś mógł ją darować wiernym mu wojownikom w zamian za zasługi i obowiązek służby zbrojnej.
W ten sposób ukształtowała się inna niż klasyczna forma własności – lenno, znane też pod łacińskim określeniem feudum. Choć posiadacz ziem nadanych mu w lenno mógł z nich niemal dowolnie korzystać, nie były one jego własnością w naszym rozumieniu tego słowa. Przypominały raczej dzierżawę. Początkowo, we wczesnym średniowieczu, lenna nie były nawet dziedziczne. Król mógł dowolnie nadawać i odbierać lennikom posiadłości, a nawet przesuwać wasali z jednego lenna na drugie.
W miarę jak słabła władza królewska a rosła siła wielkich feudałów, tym ostatnim udawało się wymóc na monarchii uznanie dziedziczności lenn. Uzyskali oni też prawo do kupna i sprzedaży części lub całości swoich włości. Taka transakcja zazwyczaj wymagała jednak zgody suwerena, czyli zwierzchnika lennego. Mimo tego ograniczenia, zbywalne feudum stopniowo zaczęło się upodabniać do innej formy własności, alodium.
Pochodzący ze średniowiecznej łaciny termin alodium jest zbitką starogermańskich słów „al” oznaczającego „wszystko” (podobnie jak „all” i „alle” we współczesnym angielskim i niemieckim) i „ōd”, oznaczającego własność. Do tego dodano, zgodnie z modą epoki, łacińską końcówkę „-ium”, by brzmiało bardziej oficjalnie.
Alodium jest formą posiadania ziemi, które wynika bezpośrednio z praw własności do niej, a nie, jak w przypadku feudum, z łaski suwerena. Kolejną różnicą jest brak obowiązków feudalnych obciążających właściciela, takich jak służba wojskowa na wezwanie panującego. Tym samym, alodium jest najbardziej zbliżone do współczesnego rozumienia własności ziemskiej.
Może się to wydawać dziwne, ale w średniowieczu alodium w Europie Zachodniej było rzadkością. Ponieważ było ono faktycznie reliktem prawa rzymskiego, spotykano je głównie tam, gdzie wpływy imperium utrzymały się najdłużej.
Inaczej było w Europie Wschodniej. Na terenie etnicznej Polski dominowała własność niefeudalna, podobna do zachodniego alodium, choć oczywiście o innej genezie. Z czysto formalnego punktu widzenia, własność ziemska polskiego rycerza była więc solidniej zagwarantowana niż feudalna własność francuskiego księcia. Ta ostatnia mogła być, przynajmniej teoretycznie, w każdej chwili odebrana mu przez króla.
Miało to konsekwencje dla historii i polityki naszego kraju. Szlachta, której tytuł do ziemi wynikał z dziedziczonych, tradycyjnych praw, a nie z łaski króla, była bardziej niezależna. Na tym opierał się fenomen demokracji szlacheckiej, który rozwinął się w XVI i XVII wieku..
Nie oznacza to jednak, że własność ziemska w dawnej Polsce była absolutna. Posiadacz ziemi miał, rzecz jasna, prawo do wszystkich płodów, które wyrosły na jego ziemi, ale nie do kopalin. Zgodnie ze staropolskimi statutami wszystkie bogactwa wydobywane spod ziemi, czy to sól z Wieliczki, czy srebro i ołów z Olkusza, należała do korony. Spółki górnicze lub osoby prywatne mogły eksploatować bogactwa materialne tylko za zgodą króla, oczywiście za nie za darmo. Opłaty z tytułu dzierżawy żup solnych stanowiły znaczną, a w niektórych okresach główną, część przychodów skarbu państwa w I Rzeczypospolitej.
Rozpowszechnienie w Polsce własności typu alodialnego było jednak wyjątkiem w czasach przednowożytnych. Pisaliśmy już, jak miały się stosunki własnościowe na zachodzie Europy. W Rosji ukształtował się feudalizm w ogólnym zarysie zbliżony do zachodniego, gdzie ziemia należała do księcia, później do cara, który oddawał ją w użytkowanie wiernym sługom.
W krajach islamu przyjmowano, że cała ziemia jest własnością Boga. „Do Niego należy wszystko co w niebie i na Ziemi” głosi Koran. W praktyce tym wszystkim mógł dysponować kalif lub jego namiestnicy. Właściciele ziemscy w państwach muzułmańskich byli więc postrzegani raczej jako zarządcy gruntów powierzonych im przez Allacha. W ciągu pierwszych stuleci arabskich podbojów faktycznie władca – jako Jego przedstawiciel – mógł dowolnie rozdzielać ziemie pomiędzy swoich zwolenników. Z czasem jednak dziedziczne i zbywalne prawo do gruntów wzięło górę, podobnie jak w Europie.
Własność ziemi współcześnie
W dwudziestym pierwszym wieku w większości – ale nie we wszystkich – krajach świata przyjęła się własność typu alodialnego. Samo pojęcie „alodium” wyszło z użycia, nie dlatego bynajmniej, że zaczęto stosować jakąś inną formę własności. Powodem, dla którego o alodium mówimy wyłącznie w kontekście historycznym jest zniknięcie dawnych praw feudalnych. Po prostu, obecnie nie ma już potrzeby używania specjalnego słowa na normalną własność.
Jednak własność typu alodialnego nie jest uznawana we wszystkich krajach. Najważniejszym wyjątkiem jest Chińska Republika Ludowa. Własność ziemska w Chinach dzieli się na dwie kategorie – grunty państwowe, głównie w miastach, oraz grunty kolektywne. Te ostatnie formalnie należą do kolektywnych organizacji gospodarczych.
Czymś osobnym od własności jest w Chinach prawo do użytkowania ziemi. Państwo przyznało takie prawa chłopom w latach osiemdziesiątych. Na co dzień, prawo użytkowania to niemal to samo, co własność – rolnicy mogą inwestować w swoją ziemię, uprawiać dowolne rośliny i dysponować plonami. Istnieją jednak poważne ograniczenia.
Prawo użytkowania może być przyznane najwyżej na 30 lat, z możliwością przedłużenia. Co ważniejsze, może być ono cofnięte w każdej chwili przez lokalne władze. Za odszkodowaniem co prawda, ale zwykle mniejszym niż wartość gruntu. Paradoksalnie, chiński rolnik „posiada” ziemię na podobnych zasadach jak rycerz we wczesnym średniowieczu.
Chiny, jak wiemy, są szybko rozwijającą się potęgą przemysłową. W nieodległej przeszłości często zdarzało się, i nadal się zdarza, że prowincjonalni chińscy notable odbierali chłopom grunty i oddawali inwestorom potrzebującym działek na fabryki. W wielu przypadkach jest tajemnicą poliszynela, że przychylność urzędników dla inwestorów nie była bezinteresowna. Poszkodowani chłopi bywali na tyle zdesperowani, że posuwali się do wzniecania zamieszek. Rzecz niebywała w Chinach od dwudziestu lat.
Ten przykład pokazuje, że ograniczona własność, choć lepsza od braku własności (do lat osiemdziesiątych prawie cała ziemia orna w Chinach należała do spółdzielni wzorowanych na radzieckich kołchozach), nie jest korzystna ani dla użytkowników gruntów, ani dla stabilności państwa. Dla władz w Pekinie ten drugi aspekt jest nawet ważniejszy. Obecnie w Państwie Środka wchodzi reforma rolna, która wzmocni prawa chłopów do uprawianych przez nie działek a także umożliwi ich sprzedaż.
Można powiedzieć, że prawo do własności ziemskiej w Chinach będzie się zmieniać, i z czasem coraz bardziej przypominać model zachodni. Który jest nie tylko bardziej efektywny dla gospodarki, ale także bardziej sprawiedliwy i lepiej godzi interesy właścicieli ziemi i innych środków produkcji.
Prawdziwa własność ziemska, typu alodialnego, czyni obywatela bardziej niezależnym. Bez niej trudno wyobrazić sobie prawidłowe funkcjonowanie demokratycznego państwa, czy to na Zachodzie, czy, w przyszłości, w Chinach.